Za głosem serca
ZA GŁOSEM SERCA.
Zofia Kowerska
Warszawa - 1919r.
Szymonowa Cieplakowa, młoda i tęga kobieta, wyszła na próg chaty i krzyknęła:— Hanka! Gdzież się ten próżniak wałęsa? Hanka!
Z za węgła domu wyszło dziwne stworzenie, coś, co miało dwie prawie równej wielkości głowy: dziewczynka mała, mizerna, wątła, wyglądająca na lat pięć, związana dużą chustką w jedną całość z rocznem, tłustem, ogromnem na swój wiek dzieckiem, które nie chodziło jeszcze, dlatego że było zbyt ciężkie.
— Gdzieżeś znowu wlazła, że się ciebie dowołać nie można? Połóż dziecko w kołysce, a sama idź do szkoły!
— Do szkoły? — zapytała dziewczynka z takim przestrachem, jak gdyby zobaczyła wilka.
— Kiedy ci mówie do szkoły, to do szkoły.
— Sama?
— A jużci co? Może gubernantkę do ciebie wezmę, żeby cię odprowadzała? Pójdziesz i tyle. Inne chodzą, to i ty pójdziesz. Włóż nową spódnicę i trzewiki!
Hanka, której imienia nie było komu spieścić na Hanusię lub Handzię, była sierotą. Matkę straciła zaraz po urodzeniu, ojciec zaś był hulaka i nic dobrego. Sprzedał, co tylko mógł, i poszedł. Nit t nie wiedział, czy żył jeszcze. Mówiono, że popłynął do Ameryki, ale to były tylko takie gadki, bo do nikogo nie pisywał. Małą Hankę wzięła stara Cieplakowa i z wielką biedą wypoiła mlekiem Mrowiem. Dopóki żyła, maleństwo zwano Hanuśką, ale nad trumną; Cieplakowej wysypano mogiłę . z żółtej gliny, zaś siedmioletnią Hanuśkę wzięła na niańkę do dziecka młoda Cieplakowa i odrazu wołać na nią zaczęła 'Hanka'.
Niemowlę rosło z dniem Każdym, Hanka zaś zdawała się coraz mniejsza i coraz mizerniejsza. Oczy jej stawały się większe i jakieś jaśniejsze a coraz bardziej wystraszone. Gdy ją związano razem z dzieckiem chustka na węzeł, dobrze zadzierzgnięty z tyłu, chwiała się czasem, jakby nią wiatr miotał. Raz nawet, dostawszy, kułakiem w plecy od gospodyni, przewróciła się razem z dzieckiem. Szczęściem, że to było na trawie w ogrodzie.
Cieplakowie mieli ładne gospodarstwo o cztery mile od Poznania. Dostało się ono Cieplakowi jako wiano po żonie i gospodyni często wypominała mężowi, że to ona była panią wszystkiego. Chłop był pracowity i potulny i mury pokorą przebijał. Kobieta była chytra na grosz, kłótliwa i przykra. Dobrze z sobą żyli, bo Szymon milczał a uszy po sobie trzymał.
Wiedzieli oni, że pod Prusakiem takie jest prawo, że każde dziecko, gdy skończy lat sześć, musi iść do szkoły, ale myśleli, że się im jakoś z Hanką upiecze choć jaki rok. Tymczasem, że to Prusak zna porządek a żartów z nim niema, więc Cieplaka wezwano do policyi i naznaczono pieniężną karę za to, że Hanka do szkoły nie chodziła.
